WSTĘP
Stary szlachcic spojrzał uważnie na jeźdźca ubranego w czerń, który uśmiechał się do niego w sposób ironiczny, żeby nie powiedzieć, kpiący.
- Natychmiast wynoś się z mojego domu! - warknął szlachcic.
- Zrobię to, ale najpierw zapłać podatek - odpowiedział jeździec, a podły uśmiech wciąż nie znikał mu z twarzy.
- Już ci mówiłem, że zapłaciłem uczciwie królowi należny mu podatek - tłumaczył się jego rozmówca - Więcej zapłacić już nie mogę. Mam tylko resztki pieniędzy. Jeśli zapłacę więcej, grozi nam głód.
- To straszne, lecz niewiele mnie to obchodzi. Płać, albo wylądujesz w Bastylii, a wiesz, jak tam traktuje się złodziei.
- Nie jestem złodziejem, tylko dłużnikiem.
- To jedno i to samo. A propos, gdzie jest Trechevile?
Jeździec zadając to pytanie zaczął się rozglądać dookoła siebie, jakby wypatrywał człowieka, o którego właśnie pytał, jednakże go nie dostrzegł.
- Nie wiem o kim mówisz - warknął szlachcic, jednocześnie szukając ręką swojej szpady, opartej właśnie o stół.
- Dobrze wiesz! - powiedział jeździec, powoli tracąc cierpliwość.
- Nie ma go tu - odpowiedział mu starszy mężczyzna, próbując ukryć to, co właśnie planował.
- Czyżby? Mówiono mi co innego.
- Przesłyszałeś się.
Jeździec zareagował gwałtownie i złapał za szpadę. Szlachcic nie pozostawał mu dłużny, gdyż chwycił gwałtownie swoją, którą właśnie udało mu się namacać. Rozpoczęła się wówczas potyczka. Wkrótce szlachcic leżał na ziemi, a jeździec zamachnął się na niego swą bronią. Stojąca nieopodal kobieta z krzykiem pełnym przerażenia rzuciła się na pomoc swemu mężowi, który był zaatakowany. Wówczas to padł strzał wymierzony w jej stronę. I jednocześnie dał się słyszeć dziki i głośny krzyk. Ale to nie krzyczał ani szlachcic, ani jego żona.
***
To krzyczał młodzieniec, któremu właśnie przyśniło się całe to wydarzenie. Przerażony z trudem opuścił krainę Hypnosa, po czym wyskoczył z łóżka i zaczął nerwowo rozglądać się dookoła. Domek wiejski, szlachcic oraz jego żona zniknęli, podobnie jak ich morderca. To wszystko było tylko i wyłącznie snem. Jednakże ów młody człek doskonale wiedział, że wspomnienie tego wydarzenia, które ciągle mu się śni, nie opuści go nigdy. Dopóki nie dopadnie tego jeźdźca. Tajemniczego człowieka w czerni, który zamordował szlachcica i kobietę - ludzi z jego snu. Ci ludzie byli mu bardzo bliscy i bardzo wiele dla niego znaczyli. Dlatego zabicie ich było dla młodzieńca zbrodnią wręcz niesłychaną, zaś schwytanie ich zabójcy najważniejszym celem, jakiego musiał się podjąć.
Młodzieniec powoli wstał i podszedł do kadzi z wodą. Chwycił za kubek i napił się z niego. Napój był zimny i niezwykle przez to przyjemny. Rację miał ten, kto stwierdził, że w parną noc najlepsza na ochłodę jest zimna woda. Młody człowiek jednak nie zadowolił się jedynie tym, że zaspokoił nią pragnienie. Zanurzył w kadzi kubek kolejny raz i wylał go sobie na głowę, po czym odetchnął z ulgą. Podszedł do okna, a następnie spojrzał przez nie na miasto. W mieście wciąż panowała noc. Zatem młodzieniec, gdy już wytarł głowę ręcznikiem wrócił do łóżka i szybko zasnął.
Reszta nocy minęła mu już o wiele przyjemniej niż przedtem.
- Natychmiast wynoś się z mojego domu! - warknął szlachcic.
- Zrobię to, ale najpierw zapłać podatek - odpowiedział jeździec, a podły uśmiech wciąż nie znikał mu z twarzy.
- Już ci mówiłem, że zapłaciłem uczciwie królowi należny mu podatek - tłumaczył się jego rozmówca - Więcej zapłacić już nie mogę. Mam tylko resztki pieniędzy. Jeśli zapłacę więcej, grozi nam głód.
- To straszne, lecz niewiele mnie to obchodzi. Płać, albo wylądujesz w Bastylii, a wiesz, jak tam traktuje się złodziei.
- Nie jestem złodziejem, tylko dłużnikiem.
- To jedno i to samo. A propos, gdzie jest Trechevile?
Jeździec zadając to pytanie zaczął się rozglądać dookoła siebie, jakby wypatrywał człowieka, o którego właśnie pytał, jednakże go nie dostrzegł.
- Nie wiem o kim mówisz - warknął szlachcic, jednocześnie szukając ręką swojej szpady, opartej właśnie o stół.
- Dobrze wiesz! - powiedział jeździec, powoli tracąc cierpliwość.
- Nie ma go tu - odpowiedział mu starszy mężczyzna, próbując ukryć to, co właśnie planował.
- Czyżby? Mówiono mi co innego.
- Przesłyszałeś się.
Jeździec zareagował gwałtownie i złapał za szpadę. Szlachcic nie pozostawał mu dłużny, gdyż chwycił gwałtownie swoją, którą właśnie udało mu się namacać. Rozpoczęła się wówczas potyczka. Wkrótce szlachcic leżał na ziemi, a jeździec zamachnął się na niego swą bronią. Stojąca nieopodal kobieta z krzykiem pełnym przerażenia rzuciła się na pomoc swemu mężowi, który był zaatakowany. Wówczas to padł strzał wymierzony w jej stronę. I jednocześnie dał się słyszeć dziki i głośny krzyk. Ale to nie krzyczał ani szlachcic, ani jego żona.
***
To krzyczał młodzieniec, któremu właśnie przyśniło się całe to wydarzenie. Przerażony z trudem opuścił krainę Hypnosa, po czym wyskoczył z łóżka i zaczął nerwowo rozglądać się dookoła. Domek wiejski, szlachcic oraz jego żona zniknęli, podobnie jak ich morderca. To wszystko było tylko i wyłącznie snem. Jednakże ów młody człek doskonale wiedział, że wspomnienie tego wydarzenia, które ciągle mu się śni, nie opuści go nigdy. Dopóki nie dopadnie tego jeźdźca. Tajemniczego człowieka w czerni, który zamordował szlachcica i kobietę - ludzi z jego snu. Ci ludzie byli mu bardzo bliscy i bardzo wiele dla niego znaczyli. Dlatego zabicie ich było dla młodzieńca zbrodnią wręcz niesłychaną, zaś schwytanie ich zabójcy najważniejszym celem, jakiego musiał się podjąć.
Młodzieniec powoli wstał i podszedł do kadzi z wodą. Chwycił za kubek i napił się z niego. Napój był zimny i niezwykle przez to przyjemny. Rację miał ten, kto stwierdził, że w parną noc najlepsza na ochłodę jest zimna woda. Młody człowiek jednak nie zadowolił się jedynie tym, że zaspokoił nią pragnienie. Zanurzył w kadzi kubek kolejny raz i wylał go sobie na głowę, po czym odetchnął z ulgą. Podszedł do okna, a następnie spojrzał przez nie na miasto. W mieście wciąż panowała noc. Zatem młodzieniec, gdy już wytarł głowę ręcznikiem wrócił do łóżka i szybko zasnął.
Reszta nocy minęła mu już o wiele przyjemniej niż przedtem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz