piątek, 8 grudnia 2017

Rozdział 13

Rozdział XIII

Colgen stwierdza, że im szybciej zacznie, tym szybciej skończy

Minister Jean Pierre Colgen przeżywał tego dnia w duszy prawdziwe katusze. Po raz kolejny bowiem, wzorem innych mężów stanu, dokonał tak zwanego niewielkiego nadużycia. Przywłaszczenie państwowych pieniędzy Colgenowi zdarzało się rzadko, co jednak nie oznaczało, że nigdy tego nie robił. Jeżeli decydował się na tak ryzykowny krok, to chodziło zwykle o bardzo duże sumy. Ostatnio zabrał dla siebie pieniądze przeznaczone na wyprawienie uroczystego balu przez króla Ludwika XV. Oczywiście nie robił tego z niskich pobudek. Wykorzystał je w bardziej szlachetnym celu niż król, czyli na dokładne wyremontowanie swojego zamku na prowincji. Niegdyś należał on do pewnego szlachcica, który został pozbawiony ziem, majątku oraz głowy. Powinien przejść na własność króla, ale nigdy do tego nie doszło i stał się on prywatną własnością pana ministra.
Dostojnikowi wydawało się, że jego malwersacja zostanie tajemnicą. Niestety, było inaczej, gdyż jakaś „życzliwa” osoba doniosła o wszystkim królowej, która powiadomiła o tym swego małżonka. Ten zaś nakazał swemu jakże dostojnemu „kuzynowi” zwrócić przywłaszczoną sumę. Nie było to jednak możliwe, gdyż Colgen wszystko już zdążył wydać. Dlatego też królewska para wezwała do siebie ministra na poufną rozmowę.
- To bardzo podłe z twojej stronie, drogi kuzynie - rzekł do niego Ludwik XV, ledwo Colgen zdążył wykonać ceremonialny ukłon.
- Wiem, Najjaśniejszy Panie - odpowiedział minister, powtórnie się kłaniając.
- Naprawdę, nie ma słów, żeby ocenić tę bezczelną grabież.
- Ależ Najjaśniejszy Panie... - tłumaczył się Colgen - Ja tylko chciałem wykorzystać te pieniądze na coś naprawdę użytecznego. O wiele bardziej przydatnego ojczyźnie niż jakiś tam bal. Sądziłem, że jako minister skarbu mam do tego prawo.
- Ale dopiero po wyrażeniu zgody przez króla na twą propozycję - wtrąciła się do rozmowy Maria Leszczyńska - A poza tym, czy umocnienie fortyfikacji w prywatnym zamku naprawdę jest twoim zdaniem, przydatne naszej ojczyźnie?
- Oczywiście, Najjaśniejsza Pani. Albowiem w razie potrzeby zamek ten może bronić nas przed wrogiem w razie napaści.
- A może także przed królewskimi muszkieterami? - mruknęła bardzo złośliwym tonem królowa.
- Skądże znowu - odpowiedział Colgen, choć bardzo dobrze wiedział, że trafiła ona w sedno sprawy.
Bronił się jednak dalej.
- Przypominam Waszej Wysokości, że siła Francji opiera się na sile rządzących. A rządzą wszak urzędnicy.
- To bardzo dziwne, bo ja myślałam, że Francją rządzi król.
- Niewątpliwie, jednakże urzędnicy także mają mały wpływ na rządy państwem i decyzje króla. Więc, żeby dobrze doradzać władcy, muszą być oni dobrze chronieni i nagradzani za swą wierną służbę.
- Mało już zostałeś nagrodzony? - spytała z ironią Maria Leszczyńska - Ziemie, własna gwardia, dwa urzędy naraz. A teraz jeszcze okazuje się, że masz prywatny zamek! Nie sądzisz, że to dostateczna nagroda za wierną służbę?!
- Wybacz, Najjaśniejsza Pani, ale bardzo się boję o swoje życie, a do żandarmerii i muszkieterów nie mam zbytnio zaufania.
- To już nie nasze zmartwienie.
- Może nie, ale pragnę przypomnieć Waszej Wysokości, iż wykonując swoje zajęcie narażam się często różnym ludziom, ryzykuję swoje życie. A ponieważ ani żandarmeria, ani muszkieterowie nie są w stanie zapewnić mi bezpieczeństwa, więc sam muszę o nie zadbać. A że inaczej nie mogę, to już nie moja wina. Co do owej kradzieży królewskich pieniędzy... No cóż... Przypominam, iż inni urzędnicy wielokrotnie okradali władcę i to na znacznie większe sumy niż ja. Dlaczego ich nikt nie ściga, a mnie tak, choć suma, jaką wziąłem, jest stosunkowo niska w porównaniu z tymi, jakie zwykle są zabierane przez złodziei królewskich pieniędzy. Tak, ukradłem pieniądze i powinienem zostać za to ukarany. Tak, ufortyfikowałem swój prywatny zamek na prowincji. Ale zrobiłem to z troski o Waszą Wysokość, kierowany wyższymi pobudkami niż prywatne. Jak już powiedziałem, dobro państwa zależy bezpieczeństwa jego wiernych sług. A chyba Wasza Królewska Mość nie zna bardziej wiernego i oddanego sługi ode mnie? Troską, jaką do Waszej Wysokości żywię...
- Nie prosiliśmy cię o nią, kuzynie - przerwał tę całą patetyczną tyradę Ludwik XV - Dziękujemy ci za troskę, lecz dbaj o nasze interesy nieco inaczej. Zostaniesz ukarany. Twoja następna miesięczna pensja zamiast do ciebie, trafi do naszej kasy.
Colgen zbladł, a jego twarz nabrała ogromnego grymasu.
- Cała moja miesięczna pensja? Przecież to majątek!
- Nie mniejszy niż suma, którą niedawno ukradłeś - odpowiedziała Maria Leszczyńska z mściwą satysfakcją w głowie - Zamiast narzekać ciesz się lepiej, że król gorzej cię nie ukarał. Ja na miejscu Jego Królewskiej Mości pozbawiłabym cię urzędu albo nawet i głowy.
- I ja bym to zrobił, gdyby nie twoja wierna, wieloletnia służba - dodał Ludwik XV - Tak więc, postanowione! Zapłacisz swoją miesięczną pensją za to przywłaszczenie.
- Tak jest, Wasza Królewska Mość. Zaiste wielka jest łaska mego króla.
- Możesz odejść.
Colgen wyszedł z sali tronowej, a ponieważ był już wieczór, wrócił do swego domu. W gabinecie czekał na niego na niego Grusner.
- Was, Herr Colgen? - zapytał Niemiec, kiedy ten tylko wszedł do środka - Jak tam król?
- Tak mnie poniżyć, upokorzyć - złościł się Colgen, kopiąc ze złością nogę od biurka - Zabrał mi całą moją miesięczną pensję. Nikt się na to jeszcze nie ośmielił. I to niby za co? Za maleńką kradzież. Już zapomniał, kto się o niego troszczył, gdy był zaledwie pięcioletnim szczeniakiem! Przecież to ja go wszystkiego nauczyłem! Nie, tego już dosyć! Chciałem poczekać z realizacją mojego projektu na bardziej dogodną chwilę, ale nie! Czekałem tak długo, ale dziś już mam dość! Mam stać spokojnie i patrzeć, jak ten zaledwie szesnastoletni smarkacz pozbawia mnie urzędu? O, nie! Nie dopuszczę do tego! On jest Burbon i ja jestem Burbon. Nieważne, że tylko po kądzieli. Nieistotne, że z orleańskiej linii i małe pokrewieństwo nas łączy. Jednak jestem Burbon i mam takie same prawa do tronu co ten wyperfumowany laluś. Zapłaci mi za to poniżenie! Będzie mnie błagał na kolanach o litość! Ale ja jej nie okażę! Jednak najpierw muszę się pozbyć tej jego żoneczki, tej wrednej Polki. Jak ona go buntuje przeciwko mnie, a on jest w nią wpatrzony jak w obrazek. Dość tego! Najpierw pokonamy ją, potem króla. Ona jest najgroźniejsza, bo stoi nam na drodze do osiągnięcia celów. Ten głupiec we wszystkim ją słucha. Kiedy jej już nie będzie, to stanie się bardziej uległy wobec mnie. A wówczas mój wpływ przyspieszy nadejście tego błogosławionego dnia, w którym Ludwiczek utraci swą koronę. I to ja go zastąpię na tronie! Ja albo ktoś inny z bliższej rodziny, który będzie moją marionetką i uczyni mnie swoim I ministrem! Tak właśnie zrobię!
Spojrzał na Grusnera i zawołał go po nazwisku.
- Ja, Herr Colgen?! - zawołał sekretarz.
- Królowa za dwa dni o dwunastej wybiera się do swojej znajomej, hrabiny de Holders. Zamek hrabiny leży o kilka godzin drogi od Paryża. Droga prowadzi przez las. Trzeba tam się na nią zaczaić. Zawiadom więc Febre’a, żeby był wtedy gotowy. Niech weźmie naszych gwardzistów i czeka. Kiedy zobaczą karetę królowej, niech ruszą w pościg i zatrzymają ją. Królowa musi zostać uwięziona. Pamiętajcie jednak, że nie może jej spaść włos z głowy. Niech zabiją ludzi, którzy będą jej towarzyszyć, ale ona musi żyć. Będzie naszym cennym zakładnikiem. Może kiedyś nam się przydać. Z martwej nie będzie pożytku, a z żywej to i owszem. Więc, kiedy już ją pochwycą, to niech odwiozą ją do mego zamku. Potem niech czekają na dalsze rozkazy. Zrozumiałeś mnie?
Grusner kiwnął głową.
- Więc ruszaj. A i jeszcze jedno - dodał, gdy sekretarz miał już wychodzić - Przekaż Febrowi, żeby nie realizował żadnych własnych pomysłów. Są one zbyt krwawe i zbyt niebezpieczne dla naszej sprawy. Niech to dobrze zapamięta - dodał z groźbą w głosie.
Hermann Grusner ukłonił się i rzekłszy „Jawohl” wyszedł z pokoju.

1 komentarz:

Archie pisze...

Przebiegły Colgen umie mydlić królowi oczy, ale nie z Marią te numery. To naprawdę roztropna kobieta, która nie daje się nabierać na jego gładkie słówka w przeciwieństwie do króla. Całe szczęście, że ma on na tyle oleju w głowie, że zawsze zasięga opinii swojej mądrej żony, bo sam to by zapewne daleko nie zaszedł. A chytry i podstępny Colgen ma już ułożony w głowie cały plan, który zdecydował się wprowadzić w życie szybciej niż to początkowo zamierzał, by odegrać się na królu za wyrządzoną mu zniewagę ku uciesze królowej, która nigdy nie pałała do niego sympatią. Od samego początku się na nim poznała, potrafiąc w nim dostrzec przewrotnego i zakłamanego obłudnika. Ona jako jedyna przejrzała go na wylot i on doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest mile widziany w jej progach.

Rozdział 24

Rozdział XXIV Trechevile organizuje naradę wojenną Następnego dnia kapitan Trechevile zebrał w swoim mieszkaniu swych trzech kompanów i ...